Komu potrzebna jest Reformacja?

Jesteśmy w Lublinie, spacerujemy w deszczu po starówce. Jest ślicznie. 

W bramie gra skrzypek, młody mężczyzna. Skrzypce mają piękny brzmienie, muzyka jest czysta, piękna.  Jak rzadko mam nieodpartą chęć rozmowy, zaczepienia i świadczenia o Jezusie. 

Jakoś zaczynam rozmowę, chłopak ma otwarte serce, chce rozmawiać, ma dużo pytań.  I mi sie nóż w kieszeni otwiera – już kiedyś spotkał tzw. „wierzących”. Wszystko mu powiedzieli, tylko nie Ewangelię. Usłyszał, że kult maryjny to demoniczny, że różaniec to mantra, że….. Lepiej nawet nie powtarzać…

A gdzie jest Dobra Nowina? O przebaczeniu grzechów, o wolności od potępienia, o ofierze Jezusa dla zmazania grzechów?  

To, co usłyszał, w żadnym wypadku nie było Ewangelią. 

Co raz częściej myślę, że całość Kościoła potrzebuje odnowy.  Mamy 500lecie Reformacji, ale czy rozumiemy główne jej tezy i przesłanie? 

„Tylko wiara” – ofiara Jezusa jest doskonała i absolutnie wystarczająca do zbawienia.  Jedyny grzech, który wymienia Jezus to niewiara w Niego – Jn 16, 9

Jezus wziął na siebie moje i Twoje grzechy i poniósł za nie karę. Od tego momentu, każdy kto wierzy w Jezusa, nie będzie potępiony – Jn 3, 18 i  Jn 5,24. 

To jest Dobra Nowina i tego trzymać się trzeba.  

P. S.  Zanim się oburzysz przeczytaj Jn 12, 47.   

Reklamy

O strachach dużych i małych 

Jako dziecko słuchałam płyt z bajkami. Przepiękne muzyczne opowieści niesamowitego klimatu, przenoszące mnie w czasie i przestrzeni. Z siostrą nieźle się kłóciłyśmy, co teraz, która płyta. Bywało krwawo 😜.

Oprócz bajek były dwie z piosenkami, jedna Łucji Prus, druga Ireny Santor. Ja kochałam Irenę,  zwłaszcza „Baśń o małej syrence”. Kiedy pierwszy raz ją usłyszałam wpadłam w absolutny zachwyt: w jednej piosence: cała bajka, rozpacz, miłość i tragedia. I muzyka!!!! Bałam  się, ciarki po mnie łaziły i słuchałam…  

 „Do mnie kipiące wiry…” wołał głos morskiej czarownicy, a ja byłam kompletnie zafascynowana. To ja byłam w morskiej pieczarze i czekałam na eliksir. I bałam się i chciałam słuchać. Potem były inne piosenki, przy których odpoczywałam od nadmiaru emocji.  Na koniec oczywiście była kłótnia, jaka płyta teraz. 

Była jeszcze inna bajka „Czarodziejski młyn” – tej bałyśmy się zgodnie. Do tej pory pamietam wołanie na stacji kolejowej „Smętoowoo wysiadać!”

„Nic wam nie sprzedam, żaadnych pastylek
Nie warto nawet mnie prosić
Zgasły kolczyki i ptaszęce tryle
Proszę się zaraz wynoooosić” –

śpiewała aptekarzowa i strach narastał. Klimat był taki, że autentycznie sie bałyśmy. Nigdy nie jej nie wybierałyśmy. Oczywiście dwójka dzielnych dzieci, przy pomocy krowy Kunegundy przepędza smutek ze Smętowa i wszystko kończy się dobrze. 
Słuchając tego dziś nie wiem czego sie bałam.  Oczywiście klimat jest ponury, fabuła tego wymaga, ale dlaczego przerażało mnie sformułowanie: „domy o numerach parzystych są liliowe”…

Strach rzadko kiedy bywa racjonalny, poza oczywistymi sytuacjami zagrożenia.  Jestem wdzięczna mamie, że uważała, że nie musimy słuchać tej płyty. Jestem wdzięczna tacie, że ją puszczał, śpiewał z nią i pomagał oswajać lęki. 

Te dwie postawy nauczyły mnie: szacunku do czyiś emocji i niebycia biernym, kiedy ktoś sie boi. Uczucia to bardzo subiektywna sprawa, dlatego szacunek i takt jest niezwykle potrzebny. 

O mleku sojowym

Chyba zostałam sprowokowana. Jakiś czas temu ktoś opublikował na fb artykuł na temat mleka sojowego. Była to mieszanka prawdziwych informacji, straszenia i naciągania. Oczywiście, mleko sojowe było złe i szkodliwe, i picie tego to skazywanie się na straszną smierć. 

Chciałam napisać artykuł na ten temat, ale jest już tyle publikacji na ten temat, że mi się odechciało. Mnóstwo osób zrobiło to za mnie dużo wcześniej! Choćby ta:

http://bonavita.pl/mleko-sojowe-wady-i-zalety-tradycyjnego-napoju-chinskiego

Mleko sojowe zdecydowanie ma wady. I oczywiście ma zalety. I tylko kwestią indywidualnego wyboru jest to, czy będziemy go używać. Ja zdecydowanie nie używam nabiału u mleka krowiego. Napisano już setki o tym jak pozbawia nas  ono aktywnej witaminy D3, jest pełne hormonów, antybiotyków i ropy. Tak. Krowy często mają zapalenia wymion, wtedy podaje im sie antybiotyki, ale nie wyłącza z produkcji mleka. Po prostu ustalono „bezpieczny” udział ropy w czystym mleku. Zresztą, przecież i tak potem jest to pasteryzowane, więc wszystko jest martwe i nieaktywne. 

Tak soja jest modyfikowana genetycznie. I żyto, rzepak, pszenica, orkisz, owies i większość używanych roślin. Od wieków krzyżujemy rośliny, celowo hodujemy pod kątem pożadanych cech. To prawda, że z nastaniem nowych technologii przesunęły się granice możliwości, jednak większość używanych przez nas roślin to nie są formy pierwotne. Po prostu nie wszystko sie nagłaśnia. 

Fitohormony – straszliwe substancje roślinne imitujące działanie żeńskich hormonów.  Są w dużych ilościach w ziarnach soji, a także w chmielu. Jednak publikacji na temat zagrożenia męskiej równowagi hormonalnej przez używanie piwa jest bardzo mało. I nikt nimi na fb się nie przerzuca, a fitohormony w piwie są tak samo niebezpieczne jak te w soji. 

I tak na koniec, powodów do używania tzw. mlek roślinnych może być bardzo wiele, a jednym z nich – troska o środowisko. Produkcja mleka krowiego i mięsa to ogromne zużycie tlenu, wody paszy i koszmarne ilości toksycznych odpadów.  Żadna wieś nie chce w swoim pobliżu fermy kurzej, krowiej, świńskiej. Utylizacja odpadów jest bardzo kosztowna. I bardzo cuchnie. 

Zanim coś wybierzemy warto pomyśleć, zanim pomyślimy warto się dowiedzieć. A potem nie oceniać czyjegoś wyboru. To trudne ale możliwe i wszystkim łatwiej się żyje. 

Spokój południa 

Północ ma zimne morze, wiatr i długą, wymagającą zimę. To determinuje wszystko, porządkuje życie. Ludami północy rządzi  konieczność zebrania opału, uszczelnienia okien, zrobienia zapasów. Jesteśmy w wiecznym niedoczasie, ciągle czekamy na wiosnę, i płaczemy za krótkim latem. 

Nie wiem co ma południe, bo nie mieszkałam tam dostatecznie długo, ale tam gdzie byłam panował spokój. Ludzie sie nie spieszą, nie uciekają przed kataklizmem zimy. Bułgarzy, Włosi, Afrykanie zawsze mają czas. Nawet na Zakarpaciu, nikt sie nie spieszy. Zakarpacie od reszty Ukrainy oddzielają Karpaty i ciepłe masy powietrza zostają w tym regionie. „Czemu tu wszystkie domy są takie same? I przed każdym rośnie winorośl?” Rzeczywiście są bardzo podobne do siebie: czterospadziste dachy, kryte starą dachówką i przed każdym wejściem duża altana z winoroślą… Nie wiem czemu są takie podobne, moze dlatego, że ten kształt jest po prostu ładny? Miejscowi sie nie spieszą, kiedyś zestresowani pędziliśmy do konsulatu węgierskiego, spotkanie było wyznaczone na 8.00. Pod budynkiem ktoś nas uspokoił: nie martwcie sie, oni dopiero za rogiem kawę piją, bez tego nie otworzą…

Bułgarzy też sie nie spieszą. Chodzą w tych upałach jak muchy smole i pytają czemu jesteśmy tacy nerwowi. Za chwilę, za moment, usiądź poczekaj, nie myśl o niczym. Znajomy opowiadał, jak przyjechał do Słonecznego Brzegu, świętować Nowy Rok. „Słuchaj, ja jestem z Syberii jestem a czegoś takiego nie widziałem! Meteo podało, że spadnie śnieg, wszyscy w te pędy do sklepu, zrobili zapasy jak na wojnę. Myślałem panika niepotrzebna. A tu jak zaczęło padać, to półtorametrowe zaspy nawiało. Oni sprzętu zimowego nie mają, ale sie nie przejęli. Zamknęli WSZYSTKO na tydzień i przeczekali. Oni z przyrodą nie walczą”.

Tak więc siedzę w tym upale, i staram sie nie walczyć. O piątej rano zjawił się chłód- było tylko 30 stopni. Z wody i do wody. Tylko tyle można zrobić, a i jeszcze można zarządzić sjestę.  

Kawa na Zakarpaciu. 

Jesteśmy na Zakarpaciu, na Ukrainie. To region, który zawsze mnie zadziwia swoim kolorytem i spokojem. Mieszkamy u siostry męża w Użgorodzie. Zostaniemy tu trzy dni. 
Użgorod to wojewódzkie miasto, uniwersyteckie, pełne ciepłych i nie spieszących sie ludzi. Mieszkamy na „Radwance” dzielnicy cygańskiej, gdzie pośród bloków Cyganie jeżdżą konnymi wozami. Rozmawiają po romsku i węgiersku, głośno się śmieją i nawołują. I zawsze mnie zadziwia, że wszędzie jest dostępna pyszna kawa. Pod blokiem, gdzie mieszkamy jest sklep, warzywniak, typu szuwaks, mydło i powidło. I oczywiście można kupić kawę. Pyszne, mocne, gęste espresso. Tutaj jesli poprosisz o kawę właśnie taką dostaniesz. To opcja domyślne, inne wersje trzeba zaznaczyć w zamówieniu 😉

Kawa jest wszędzie i zawsze jest na nią czas. Na zdjęciu moja córka na bazarze, w tym zaułku poczuła sie niepewnie. Oprócz wszystkiego, co zawsze na bazarach jest, mieli kawę. 😉

O jedzeniu i niejedzeniu, czyli II zasada termodynamiki 

Prawa fizyki są nieubłagane, niemiłosierne i nie mają względu na osoby. Zgodnie z drugą zasadą termodynamiki – przytyłam. 

Miara nieuporządkowania izolowanego układu zawsze wzrasta, albo trzeba wykonać pracę by wprowadzić porządek. Wiem, wszyscy fizycy już łapią sie za głowę, nad moim rozumieniem termodynamiki. 

Niemniej jednak powyższe skłania mnie do wniosku:  muszę wykonać pewną pracę by uporządkować układ jakim jestem. 

Wymyśliłam sobie dietę: wyrzucam słodycze i gluten. Na trzy miesiące. Słodycze mam nadzieje na dłużej.  Nabiału i tak juz nie jem. 

Czemu tak? Jestem osobą której dotyczy: „marsz alergiczny”. Chciałabym go zatrzymać. I bez wyrzucenia glutenu się nie da. A spadek wagi pewnie i tak przyjdzie po wyrzuceniu chlebka, chlebusia, makaronu i kasz. 

Więc jeżeli znasz mnie osobiście pls nie częstuj mnie, nie namawiaj i nie odwodź od postanowienia. Nie wiem czemu, ale mamy takie tendencje: oj tam! tylko ten jeden raz! To strasznie utrudnia wytrwanie w wybranym kierunku. 

Napisałam to wszystko, żeby zamknąć sobie drogę powrotu. Żebym nie miała możliwości cichej kapitulacji. Życzcie mi powodzenia…