Moja Babcia

Moja babcia to Babcia.

Niezwykła osoba, która w pewien sposób ukształtowała mój sposób patrzenia na świat.

Jak sięgam pamięcią zawsze była obecna, to ważne. Ona zawsze była w tej chwili, która właśnie trwała. Może to dlatego, że uciekała z Wilna przed Sowietami, potem w powojennej Polsce była wysiedlana… Dość, że skupiała się na tym, co ważne teraz, jednocześnie odważnie planami wybiegała w przyszłość. To się nazywa nie martwić się na zapas.

Powściągliwa w sposobie bycia, ale umiała cieszyć się życiem, lubiła je. Sprawiały jej przyjemność drobne rzeczy: gorzka herbata i słodka konfitura. Lubiła piękne przedmioty, ale nie zachłannie – wszystkie były użytkowe. Funkcjonowała w przemyślanej przestrzeni, wszystko miało swoje miejsce i uzasadnienie. Długo kontemplowałam kompozycję ogrodu Dziadków, było tam wszystko: warzywnik, krzewy owocowe, sad, kwiaty i kawałek parku, w którym urzędowały wnuki budując „Dziecioland”. Nie narzucała się nigdy, uprzejmie rozmawiała z hydraulikiem i przełożonym. Nie malowała się, ale zawsze miała zrobione włosy 🙂 Lekarz, doktor nauk medycznych, pani domu i moja Babcia.

Byłyśmy sobie bliskie, a potem coś się poplątało. Szukałyśmy siebie nawzajem, było to trudne, ale starałyśmy się.

Zdążyłam się z nią pożegnać, mówiła, że się nie boi, wie dokąd idzie, miała długie, syte życie. Najstarszy prawnuk jest już pełnoletni.

To trudne, kiedy bliscy stają się wspomnieniem.

Tak o niej napisała moja siostra:

Kochana Babciu, dziś kończy się dla mnie pewna epoka. Należałas do ludzi których odejście powoduje pustkę nie do zastąpienia. Byłaś opoką… Niezłomną trwałością, pełną ciepła i miłości. Przeżyłaś wojnę, wysiedlenia, komunizm i wszystkie te straszne rzeczy, o których my i nasze dzieci uczymy się tylko z książek. A mimo to nigdy nie straciłaś wiary w człowieka. Zawsze szukałaś w ludziach dobra, zawsze kierowałaś się miłosierdziem…

Pamiętałaś czasy w których lodówka, była drewnianą skrzynią wyłożoną blachą, a mimo to jeszcze do wczoraj czytałaś nasze wpisy na FB i sprawdzałaś co dzieje się u każdego z Twoich wnuków..

Zawsze na pierwszym miejscu miałaś nas, swoją rodzinę…

Dziękuję Ci za to, że byłaś z nami tyle lat. Nasz drogowskaz, nasza latarnia morska, nasz kompas dobra i miłości… Zawsze będziemy Cię kochać. Dziś pozostaje nam tylko uśmiech, że jesteś już razem z Dziadkiem. Że nie cierpisz i że pilnujesz nas teraz z góry i wypraszasz nam miejsce w tej Rodzinie po drugiej stronie…

Reklamy

Wafle świąteczne

Moje dzieciństwo to czas niedostatku gospodarczego, nieustanny kryzys i puste półki w sklepach. Oczywiste jest, że nie było tylu słodyczy.

Dlatego moja mama robiła wafle przełożone najlepszym kremem na świecie. Gesty, bardzo słodki i mocno czekoladowy w połączeniu z chrupiącym waflem jest doskonały.

Uwaga! Przepis nie jest odchudzający ani specjalnie zdrowy, ale pyszny.

25 dag masła

25 dag płynnego miodu

25 dag cukru pudru

3 łyżki gorzkiego kakao

Połączyć wszystko w garnku i zagotować. Kiedy masa trochę przestygnie i zgęstnieje przełożyć wafle. Jak wszystko przejdzie i zastygnie, pokroić na małe kawałki.

Smacznego.

Lemon curd, cytrynowy krem

To było odkrycie, jak grom z jasnego nieba. Umówiłam się z bratem na mieście żeby załatwiać jakieś rzeczy. I miedzy jedną sprawą, a drugą, w samochodzie wyciąga słoik. „Zobacz, co kupiłem…, lemon curd.” Nazwa nic mi nie mówiła, ale co tam, palec w słoik i liżemy.

Olśnienie, iluminacja, odlot.

Cytrynowy, gładki, miękki w smaku i jednocześnie słodki. I 40 lat żyłam bez świadomości, że takie cudo istnieje.

Krem nadaje się do: naleśników, babeczek, tortów, mazurków i wykazania łyżeczką.

Jest w ogóle niewegański, ale przygotowany z ekologicznych produktów – zawiera mnóstwo witamin i pełen zestaw aminokwasów.

Oto przepis:

Składniki:

160 gram cukru pudru

2 jajka

3 żółtka

2 cytryny (ja użyłam cytryny i jednej limonki)

80 gram masła

Wykonanie:

1. Skórkę z cytryn otrzeć, sok wycisnąć.

2. Połączyć w rondelku sok i skórkę z cukrem, żółtkami i jajkami, starannie wymieszać by nie było grudek.

3. Włączyć delikatne podgrzewanie, dodać masło i mieszać.

4. Cierpliwie mieszać aż masło się roztopi, a potem masa zgęstnieje. Nie przesadzić z podgrzewaniem, żeby się nie zrobiła jajecznica.

I już. Powstrzymać się przed zeżarciem całego garnka, bo może zemdlić.

A. D. 2017

Jak i w poprzednim roku 6 stycznia to dla mnie czas refleksji. W zeszłym roku też mniej więcej o tej porze pisałam:

https://majastepanow.wordpress.com/2017/01/05/noworocznie/

Lubię święto tzw. Trzech Króli, prawidłowa nazwa: Objawienia Pańskiego. Dlaczego? Bo ono mówi, o pierwszym rozpoznaniu Mesjasza, Boga. I mówi rzecz znamienną: został rozpoznany przez pogan i to określanych greckim słowem „magoi”. Od tego mamy dzisiejsza magię, jednym słowem – rozpoznali go niereligijni ludzie. Czasem nasze religijne wyobrażenia przeszkadzają nam zobaczyć Jezusa.

A miniony rok?

Dla mnie jeszcze się nie skończył 😉 Chyba nie do końca jestem dorosła, bo czas odmierzam w sezonach: od września do wakacji i znowu do pracy. No więc najważniejsze jest to, że skończyłam studia. Jak pisałam już dało mi to dużo frajdy. Największą zmianą jest to, że zaczęłam uczyć w szkole. I podoba mi się to! Nie jestem pewna czy się podoba to dzieciom, ale ja je lubię.

Odnalazłam nową część siebie, moja rodzina musi zaakceptować nowy porządek dnia i moje nieobecności. Jednocześnie miło jest WRACAĆ do domu.

Największym prezentem był Wielki Kanion i Los Angeles. Teraz poznaję nową rzeczywistość własnego ja. Dużo się uczę, robię nowe rzeczy i obserwuję. Cieszę się moim życiem, a sentencja „wszystko mija” oznacza, że kłopoty też są chwilowe.

Lubię poznawać ludzi, od nich uczymy się najwiecej. W szkole poznałam cały zespół: każdy jest inny, od każdego mogę się czegoś nauczyć.

To, co daje nam Bóg jest wspaniałe. Uczę się rozpoznawać Jego dłoń w wszystkich codziennych cudach. Przecież „każdy dar dobry zstępuje od Ojca Światłości” Jk 1, 17

Oczywiście moje życie to nie tylko pasmo szczęścia, były i są momenty bardzo trudne. To okazja by przyjmować pocieszenie od Boga i trwać w zaufaniu, że On wszystko dobrze uczyni.

Nie mam wielkich planów, czy postanowień. Planuję tylko rzeczy niezbędne, cieszę się tym, co mam teraz. To jedyna chwila, którą mam naprawdę.

Komu potrzebna jest Reformacja?

Jesteśmy w Lublinie, spacerujemy w deszczu po starówce. Jest ślicznie. 

W bramie gra skrzypek, młody mężczyzna. Skrzypce mają piękny brzmienie, muzyka jest czysta, piękna.  Jak rzadko mam nieodpartą chęć rozmowy, zaczepienia i świadczenia o Jezusie. 

Jakoś zaczynam rozmowę, chłopak ma otwarte serce, chce rozmawiać, ma dużo pytań.  I mi sie nóż w kieszeni otwiera – już kiedyś spotkał tzw. „wierzących”. Wszystko mu powiedzieli, tylko nie Ewangelię. Usłyszał, że kult maryjny to demoniczny, że różaniec to mantra, że….. Lepiej nawet nie powtarzać…

A gdzie jest Dobra Nowina? O przebaczeniu grzechów, o wolności od potępienia, o ofierze Jezusa dla zmazania grzechów?  

To, co usłyszał, w żadnym wypadku nie było Ewangelią. 

Co raz częściej myślę, że całość Kościoła potrzebuje odnowy.  Mamy 500lecie Reformacji, ale czy rozumiemy główne jej tezy i przesłanie? 

„Tylko wiara” – ofiara Jezusa jest doskonała i absolutnie wystarczająca do zbawienia.  Jedyny grzech, który wymienia Jezus to niewiara w Niego – Jn 16, 9

Jezus wziął na siebie moje i Twoje grzechy i poniósł za nie karę. Od tego momentu, każdy kto wierzy w Jezusa, nie będzie potępiony – Jn 3, 18 i  Jn 5,24. 

To jest Dobra Nowina i tego trzymać się trzeba.  

P. S.  Zanim się oburzysz przeczytaj Jn 12, 47.   

O strachach dużych i małych 

Jako dziecko słuchałam płyt z bajkami. Przepiękne muzyczne opowieści niesamowitego klimatu, przenoszące mnie w czasie i przestrzeni. Z siostrą nieźle się kłóciłyśmy, co teraz, która płyta. Bywało krwawo 😜.

Oprócz bajek były dwie z piosenkami, jedna Łucji Prus, druga Ireny Santor. Ja kochałam Irenę,  zwłaszcza „Baśń o małej syrence”. Kiedy pierwszy raz ją usłyszałam wpadłam w absolutny zachwyt: w jednej piosence: cała bajka, rozpacz, miłość i tragedia. I muzyka!!!! Bałam  się, ciarki po mnie łaziły i słuchałam…  

 „Do mnie kipiące wiry…” wołał głos morskiej czarownicy, a ja byłam kompletnie zafascynowana. To ja byłam w morskiej pieczarze i czekałam na eliksir. I bałam się i chciałam słuchać. Potem były inne piosenki, przy których odpoczywałam od nadmiaru emocji.  Na koniec oczywiście była kłótnia, jaka płyta teraz. 

Była jeszcze inna bajka „Czarodziejski młyn” – tej bałyśmy się zgodnie. Do tej pory pamietam wołanie na stacji kolejowej „Smętoowoo wysiadać!”

„Nic wam nie sprzedam, żaadnych pastylek
Nie warto nawet mnie prosić
Zgasły kolczyki i ptaszęce tryle
Proszę się zaraz wynoooosić” –

śpiewała aptekarzowa i strach narastał. Klimat był taki, że autentycznie sie bałyśmy. Nigdy nie jej nie wybierałyśmy. Oczywiście dwójka dzielnych dzieci, przy pomocy krowy Kunegundy przepędza smutek ze Smętowa i wszystko kończy się dobrze. 
Słuchając tego dziś nie wiem czego sie bałam.  Oczywiście klimat jest ponury, fabuła tego wymaga, ale dlaczego przerażało mnie sformułowanie: „domy o numerach parzystych są liliowe”…

Strach rzadko kiedy bywa racjonalny, poza oczywistymi sytuacjami zagrożenia.  Jestem wdzięczna mamie, że uważała, że nie musimy słuchać tej płyty. Jestem wdzięczna tacie, że ją puszczał, śpiewał z nią i pomagał oswajać lęki. 

Te dwie postawy nauczyły mnie: szacunku do czyiś emocji i niebycia biernym, kiedy ktoś sie boi. Uczucia to bardzo subiektywna sprawa, dlatego szacunek i takt jest niezwykle potrzebny. 

O mleku sojowym

Chyba zostałam sprowokowana. Jakiś czas temu ktoś opublikował na fb artykuł na temat mleka sojowego. Była to mieszanka prawdziwych informacji, straszenia i naciągania. Oczywiście, mleko sojowe było złe i szkodliwe, i picie tego to skazywanie się na straszną smierć. 

Chciałam napisać artykuł na ten temat, ale jest już tyle publikacji na ten temat, że mi się odechciało. Mnóstwo osób zrobiło to za mnie dużo wcześniej! Choćby ta:

http://bonavita.pl/mleko-sojowe-wady-i-zalety-tradycyjnego-napoju-chinskiego

Mleko sojowe zdecydowanie ma wady. I oczywiście ma zalety. I tylko kwestią indywidualnego wyboru jest to, czy będziemy go używać. Ja zdecydowanie nie używam nabiału u mleka krowiego. Napisano już setki o tym jak pozbawia nas  ono aktywnej witaminy D3, jest pełne hormonów, antybiotyków i ropy. Tak. Krowy często mają zapalenia wymion, wtedy podaje im sie antybiotyki, ale nie wyłącza z produkcji mleka. Po prostu ustalono „bezpieczny” udział ropy w czystym mleku. Zresztą, przecież i tak potem jest to pasteryzowane, więc wszystko jest martwe i nieaktywne. 

Tak soja jest modyfikowana genetycznie. I żyto, rzepak, pszenica, orkisz, owies i większość używanych roślin. Od wieków krzyżujemy rośliny, celowo hodujemy pod kątem pożadanych cech. To prawda, że z nastaniem nowych technologii przesunęły się granice możliwości, jednak większość używanych przez nas roślin to nie są formy pierwotne. Po prostu nie wszystko sie nagłaśnia. 

Fitohormony – straszliwe substancje roślinne imitujące działanie żeńskich hormonów.  Są w dużych ilościach w ziarnach soji, a także w chmielu. Jednak publikacji na temat zagrożenia męskiej równowagi hormonalnej przez używanie piwa jest bardzo mało. I nikt nimi na fb się nie przerzuca, a fitohormony w piwie są tak samo niebezpieczne jak te w soji. 

I tak na koniec, powodów do używania tzw. mlek roślinnych może być bardzo wiele, a jednym z nich – troska o środowisko. Produkcja mleka krowiego i mięsa to ogromne zużycie tlenu, wody paszy i koszmarne ilości toksycznych odpadów.  Żadna wieś nie chce w swoim pobliżu fermy kurzej, krowiej, świńskiej. Utylizacja odpadów jest bardzo kosztowna. I bardzo cuchnie. 

Zanim coś wybierzemy warto pomyśleć, zanim pomyślimy warto się dowiedzieć. A potem nie oceniać czyjegoś wyboru. To trudne ale możliwe i wszystkim łatwiej się żyje.